Przejdź do menu Przejdź do treści

Społeczeństwo podzieliło się na tych z „plecakiem ewakuacyjnym” i tych, którzy zamierzali zostać

Media społecznościowe

Z dr Julią Kuzmenko, docentem Niżyńskiego Państwowego Uniwersytetu im. Mikołaja Gogola rozmawiał dr Mateusz Kamionka analityk naszego Laboratorium.

1. Czy do dnia 24 lutego 2022 roku uważała Pani, że zagrożenie konfliktem zbrojnym na tak szeroką skalę było realne?

Tak, groźba wojny była odczuwalna od połowy lutego. Społeczeństwo zostało podzielone na tych, którzy już zebrali „plecak ewakuacyjny” i tych, którzy mieli nadzieję, że jednak nic się nie stanie lub postanowili nie opuszczać domu rodzinnego. Ja osobiście należę do tych ostatnich.

2. Jak wyglądał Pani dzień 24 lutego 2022 roku?

24 lutego o 5.40 musiałem jechać do Kijowa. Na stacji usłyszałam, że gdzieś daleko miały miejsce dwie eksplozje, ale jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że wojna już się zaczęła. Wsiadając do pociągu otworzyłam kanał telegramu informacyjnego. Dowiedziałam się z niego, że wybuch w moim mieście nie był przypadkowy, i że takie wybuchy pojawiają się w całym kraju. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to aby wysiąść na najbliższej stacji i wrócić do domu i jakoś przygotować się na najgorsze – zebrać dokumenty, rzeczy, jakoś wyjaśnić córce, co się dzieje w kraju i jak się zachować w przypadku niebezpieczeństwa. Najtrudniej było zmusić się do spakowania rzeczy do ewakuacji i nie wpadać w depresję. W końcu pierwszego dnia wojny moje rodzinne miasto Nieżyn poniosło straty w wyniku nalotu lotniczego. Niezwykle bolesne było też to, że krewni mieszkający w Rosji usprawiedliwiali wojnę, nie wierzyli moim słowom, że bomby spadały na domy cywilne, szpitale, szkoły i przedszkola, a cywile ginęli. Szybko okazało się, że próba udowodnienia czegoś komuś jest daremna, bo poziom „zombizowania” umysłu Rosjan jest po prostu przerażający.

3. Jak zmieniło się Pani życie?

Moje życie zmieniło się radykalnie, podobnie jak życie każdego Ukraińca. Nigdy nie zapomnę nocy spędzonych z dzieckiem w zimnej piwnicy. To było okropne. Zmienił się też sens mojego życia. Podobno wszyscy, którzy nie chwycili za broń, stali się wolontariuszami. Nie jestem wyjątkiem.

4. Jak wyglądało życie Pani miasta w tym okresie?

Na szczęście moje miasto nie było okupowane, choć przez długi czas było prawie całkowicie otoczone przez wojska rosyjskie. Jednocześnie mieszkańcy Nieżyna w pełni odczuli skutki katastrofy humanitarnej: brak artykułów pierwszej potrzeby, ogromne kolejki, brak niezbędnych leków. Było naprawdę ciężko i moralnie trudno, bo ciągle jesteś pod presją wybuchów, nalotów, ostrzałów artylerii. Szczególnie przygnębiające były wieści o poległych żołnierzach i skutkach ostrzału przedmieść miasta.

5. Wspominała Pani o wolontariacie, jak on wygląda?

Od pierwszych dni wojny najaktywniejsi mieszkańcy miasta zaangażowali się w wolontariat. Początkowo moje myśli skierowane były wyłącznie w kierunku pomocy Siłom Zbrojnym i Obronie Terytorialnej. Tydzień po rozpoczęciu wojny, wraz z pogorszeniem się sytuacji humanitarnej, stało się jasne, że istnieje potrzeba zorganizowania pomocy humanitarnej dla miasta. Dzięki moim przyjaciołom z polskich miast Olkusza, Wrocławia, Gdańska, Warszawy i wielu innym kontaktom mieszkańców Nieżyna z zagranicznymi firmami, organizacjami i osobami prywatnymi, władze miasta szybko zorganizowało dostarczenie pomocy humanitarnej i jej dalszą dystrybucję wśród potrzebujących. Po wyzwoleniu Czernihowa z rąk rosyjskich okupantów wszystkich wstrząsnęło okrucieństwa i zniszczenia, jakich doznali mieszkańcy regionu. Dlatego konieczna była pomoc przede wszystkim takim wioskom, a także miastu Czernihów, zniszczonemu w 70% przez rosyjskich okupantów.

6. Jak zakończy się ten konflikt według Pani?

Jestem przekonana o naszym zwycięstwie, bo jesteśmy na naszej ziemi, walczymy o naszą niepodległość. Oczywiście blizny wojenne będą się goić bardzo długo, a cena zwycięstwa jest bardzo wysoka. Ale nasza wola wolności jest nie do złamania, armia niezwyciężona i zmotywowana, a poparcie zaprzyjaźnionych państw silne. Moim zdaniem to jest klucz do sukcesu Ukrainy.

Aktualności